piątek, maj 29, 2020
   
Text Size

Za co kochać Zoltána Kodálya? (Wojciech Jankowski)

rm_09_07

 

 

 

 

     Trzy pytania Wojciecha Jankowskiego do Józefy Katarzyny Dadak-Kozickiej w związku z przygotowaniami do Międzynarodowego Sympozjum Kodályowskiego w sierpniu 2009 w Katowicach.

WOJCIECH JANKOWSKI: Dzięki odbywającym się co dwa lata Polsko-Węgierskim Seminariom Kodályowskim znane są zasługi Zoltána Kodálya jako twórcy koncepcji muzyczno-edukacyjnej. Natomiast niewiele wiemy o jego twórczości i pozycji w świecie jako kompozytora i etnomuzykologa. Bartóka znamy świetnie, Kodálya znacznie gorzej. Czy słusznie? J. KATARZYNA DADAK-KOZICKA: Trudno porównywać osobowości twórcze Bartóka i Kodálya, choć byli przyjaciółmi, którzy świetnie się rozumieli. Mieli podobny program artystyczny: u progu XX wieku na studiach kompozytorskich w budapeszteńskiej Akademii Muzycznej postanowili - jak w Polsce Szymanowski i założyciele Młodej Polski w Muzyce - wprowadzić twórczość węgierską na forum europejskie, nadać jej rys nowoczesny i zarazem autentycznie narodowy; Towarzystwo Nowej Muzyki Węgierskiej powstało w roku 1911. Zrywając ze stereotypami cygańskiego folkloru tanecznego, folkloru miejskiego i muzyki popularnej, opowiedzieli się za odkrywanym autentycznym folklorem chłopskim jako czystym źródłem odnowienia języka i wrażliwości muzycznej. Ów folklor nie był równie efektowny jak cygańskie przeboje, ale nieporównanie ciekawszy. Jego oryginalne pentatoniczne formuły melodyczne, rubatowa rytmika, archaiczna poetyka, wersyfikacja oraz bogata symbolika mogły fascynować twórców szukających nowoczesnego i własnego języka muzycznego. Bartók, obdarzony wielkim talentem kompozytorskim, całe życie niestrudzenie wypracowywał oryginalny styl będący syntetycznym wyrazem doświadczeń i wrażliwości człowieka bardzo trudnej pierwszej połowy XX wieku, Węgra, a zarazem spadkobiercy tradycji europejskiej. Cudowny mandaryn, Divertimento czy Muzyka na instrumenty strunowe, perkusję i czelestę, nieustannie pozwalające się odkrywać na nowo, wyznaczały nowe etapy muzyki XX wieku. Wielkim wydarzeniem było wystawienie w Polsce w 1960 roku Cudownego mandaryna w wersji baletowej; to nowa wizja sztuki dramatyczno-muzycznej, podobnie jak Zamek Sinobrodego, do dziś dla wielu zagadkowy, pełen przejmujących tajemnic o człowieku. Styl Bartóka (szczególna motoryka jego dzieł, różna od Prokofiewowskiej), choć ciągle ewoluował - tak jak Szymanowskiego - jest rozpoznawalny, ale jego twórczość wymaga stałego trudu odkrywania.

     Co nie znaczy, że nie warto słuchać muzyki Kodálya. To bardzo dobra twórczość, choć stawiała sobie chyba nieco inne zadania. Nie wyznaczała nowych kierunków muzyki XX wieku, mimo że operowała nowoczesnym językiem dźwiękowym. Częściej obrazowała muzyką węgierskie dzieje, kulturę, tradycję. Stała się aktualna w latach osiemdziesiątych. W okresie ważnym i dramatycznym również dla Polski ukazała, jak sztuka może czynić człowieka wolnym, odważnym. Wyrażając środkami muzycznymi i poetyckimi najbardziej dramatyczne i wzniosłe momenty dziejów naszych sąsiadów (Psalmus Hungaricus, Lengyel Lászlo) budziła zarówno smutne refleksje, jak nadzieje, rozbudzała aspiracje [...]

 

Wojciech Jankowski

Odwiedza nas 59 gości oraz 0 użytkowników.

Stowarzyszenie im. Zoltána Kodálya w Polsce
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
40-025 Katowice
ul. Zacisze 3
KRS: 0000337652

Zaloguj się