poniedziałek, sierpień 08, 2022
   
Text Size

image image image image
List z IKS      Z wielką radością i satysfakcją publikujemy list Przewodniczącego Międzynarodowego Stowarzyszenia Kodályowskiego, Jerry-Louis Jaccarda. Read the Full Story
Projekt "Nuty na wierzbie"

A

udycja literacko-muzyczna dla dzieci.        
Read the Full Story
Muzyka tradycyjna

P

olska muzyka tradycyjna - w programie studiów podyplomowych Akademii Muzycznej w Katowicach
Read the Full Story
Kurs edukacyjny Muzyka ludowa w edukacji małego dziecka   propozycja edukacyjna dla nauczycieli przedszkola
i edukacji wczesnoszkolnej, studentów kierunku edukacja przedszkolna
i wczesnoszkolna, a także dla osób pracujących z małymi dziećmi oraz rodziców.  
Read the Full Story

Stowarzyszenie im. Zoltána Kodálya w Polsce

Pamięci pana wizytatora Stanisława Wyremby (Wojciech Jankowski)

            Na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia 2021dostałem od mojej długoletniej współpracowniczki i koleżanki Marysi Czarneckiej MMS-a ze smutną wiadomością, że zmarł nasz wspólny znajomy pan wizytator Stanisław Wyremba. Do wiadomości dołączone zostało zdjęcie żony Zmarłego, Pani Dyrektor Zofii  Wyrembowej, na tle czegoś w rodzaju domowej kapliczki, Jemu poświęconej.

            Jeśli czasami mówimy, że coś tam, jakieś doznanie, ewokowało masę wspomnień, wrażeń i myśli, to na pewno z czymś takim mamy tu właśnie do czynienia. Ale nie tylko w sensie samego faktu owych odczuć czy wniosków, które wypływały z informacji czy zdjęcia. Oczywiście, to też. Ale przede wszystkim z tych wywołanych myśli, dotyczących rzeczy niebanalnej: powstania i rozwoju idei tzw. klas kodalyowskich czy raczej śpiewających, które były, są i mam nadzieję będą jednym z kluczowych elementów rozwoju w Polsce, w polskim szkolnictwie, nie tylko ogólnokształcącym ale i muzycznym, tzw. pedagogiki kodalyowskiej.

            Ale od początku i po kolei. Nie tylko ja, co najmniej trzy osoby w naszym środowisku szkolnictwa muzycznego i w ogóle muzycznej pedagogiki szkolnej, Zofia Burowska z Krakowa, Hanna Piliczowa z Warszawy i ja,  zainteresowało się, jeszcze w latach 60-tych ub. wieku osiągnięciami węgierskiego szkolnictwa tak w uatrakcyjnieniu i upowszechnieniu w nim nauki muzyki jak i możliwościami wykorzystania tej nauki dla celów ogólno-wychowawczych, rozwojowych czy jak byśmy to jeszcze określili (np. umysłowo-usprawniających czy motywacyjno-charakterologicznych). Dodajmy - zainteresowanie tymi aspektami muzyki szkolnej na Węgrzech, wówczas przecież krajem, podobnie jak my, tzw. demokracji ludowej (stąd nieco złośliwa nazwa Demoludy) nie było tylko lokalne, wynikające np. z dwustronnych stosunków itp. Pojawiło się ono, to zainteresowanie, wręcz wybuchło, w szerokiej skali międzynarodowej. Jak byśmy dziś powiedzieli, stało się zjawiskiem globalnym. A to za sprawą, przynajmniej formalnie, międzynarodowego kongresu ISME (International Society for Music Education- Międzynarodowe Stowarzyszenie Wychowania Muzycznego), który odbył się wówczas w Budapeszcie i nie tyle odkrył co ujawnił i rozpropagował w świecie osiągnięcia Węgier w tym względzie. Ujawnił też, że swoistym spirytus movens tych osiągnięć był wielki, światu dobrze i od dawna znany kompozytor, uczony i pedagog Zoltán Kodály, który – wraz ze swymi uczniami i współpracownikami – wypracował już wtedy koncepcję (zwaną często metodą lub po prostu „Kodályem”, czyt. Kodajem) takiego upowszechnienia muzyki a zarazem uczynienia z niej metody ogólnowychowawczej, by była stosunkowo łatwa i atrakcyjna w zastosowaniu. A zarazem wartościowa i skuteczna w sensie muzycznym. Składała się, mówiąc w wielkim uproszczeniu ze …śpiewu chóralnego powiązanego z tzw. relatywnym solfeżem, czyli nauką umiejętności czytania muzyki z nut, zintegrowanej z „myśleniem muzycznym”. Trzecim elementem tej koncepcji-metody było wykorzystanie, jako podstawy tej umiejętności i zarazem klucza do kultury muzycznej, własnego, ojczystego ale i światowego folkloru, muzyki ludowej (w jej najcenniejszych przejawach i funkcjach).

            Koncepcja Kodálya i jego osobisty ale światowy autorytet z miejsca przebiły bariery niezbyt ciekawej i wartościowej, lokalnej tradycji a zarazem barierę ówczesnej „żelaznej kurtyny”. Stały się światowym fenomenem, przedmiotem zastosowań w takiej skali w szkolnictwie wielu krajów, na czele z Węgrami, przedmiotem studiów w budapesztańskiej Akademii Muzycznej im. F. Liszta (nb. na tej uczelni już znacznie wcześniej studiowali „Kodálya” liczni muzycy z wielu krajów), przedmiotem „kodalyowskich seminariów” w Esztergom czy w Kecskemét . A szczególne znaczenie dla popularyzacji idei kodalyowskich miały dwa fakty z tamtych czasów: otwarcie „tzw. klas kodalyowskich czyli śpiewających (codziennie po godzinie) w rosnącej szybko liczbie szkół z takimi klasami na Węgrzech (pierwsza w Kecskemét, miejscu urodzenia Kodálya) a także powołanie, w r. 1975, muzyczno-pedagogicznego Instytutu Z. Kodálya w tymże Kecskemét (obecnie zamiejscowy wydział Uniwersytetu F. Liszta w Budapeszcie). Z głównym zadaniem organizowania kodalyowskich studiów i międzynarodowych seminariów koncepcji Kodálya poświęconych. Z czasem zadania te zostały poszerzone o studia nad dorobkiem kompozytorskim, naukowym i pedagogicznym Kodálya i całego kodalyowskiego ruchu oraz edycję prac (badawczych i metodycznych) dotyczących tych zagadnień.

            Nie bez dumy zaznaczę, że i ja miałem okazję i zaszczyt ukończyć, w r. 1982, w Instytucie Kodálya w Kecskemét, miesięczne, międzynarodowe seminarium  kodalyowskie. W jego wyniku, wraz z grupą 5 innych osób z Polski (Anna Waluga i Czesław Freund z Katowic, Krystyna Stasińska z Bydgoszczy, Barbara Kamińska, Maria Czarnecka z Warszawy) założyliśmy, w grudniu 1982 r. Koło Kodalyowskie Polskiej Sekcji ISME. A pierwszą naszą inicjatywą było zorganizowanie, w sierpniu-wrześniu 1983 r.  I Polsko-Węgierskiego Seminarium Kodalyowskiego w Zakopanem. Ściślej biorąc zorganizowała je wyżej wspomniana Barbara Kamińska, znajdując nie bez trudu miejsce i lokum z wyżywieniem (czas tzw. pustych półek tuż po stanie wojennym), co było sprawą szczególnie trudną. W programie i organizacji seminarium, a właściwie dwóch tygodniowych, obejmujących po połowie zgłoszonych chętnych (bo tyle tylko mieliśmy miejsc) opieraliśmy się na wzorach kecskemeckich i pomocy Instytutu Kodálya,  w postaci oddelegowania i opłacenia podróży trzech wykładowców z Węgier, prof. prof. Klary Nemes i Mihály Ittzésa z Kecskemét i Zsolta Szesztoy’a z Debreczyna. Niewielkie (ale jednak) wsparcie finansowe zawdzięczaliśmy Pani Prezes Polskiej Sekcji ISME Adriannie Ponieckiej-Piekutowskiej.

            By zapewnić przychylność ówczesnych Władz Oświatowych dla tej inicjatywy (a w rezultacie i szkół) zaprosiliśmy do odwiedzenia Seminarium przedstawiciela Ministerstwa Oświaty i Wychowania. Ministerstwo wydelegowało pana Stanisława Wyrembę, wizytatora w Departamencie Kształcenia Ogólnego. Jak sięgam do tych czasów a ściślej momentów pamięcią, nie spodziewaliśmy się po tej wizycie zbyt wiele. Zwłaszcza, że jak się okazało pan wizytator był z zawodu… rusycystą, więc pewnie w ogóle nie był zainteresowany tematem seminarium. I tu wielka pomyłka. Przede wszystkim okazało się, że nie tylko był, przyjechał, jak mówił,  z wielkim zainteresowaniem, ale też miał żywe związki z muzyką bo sam grał na akordeonie i jako jeszcze nauczyciel, używał tego instrumentu do zachęcania dzieci i  młodzieży do śpiewania piosenek po rosyjsku. Często towarzyszył na akordeonie w tym śpiewie i dobrze wiedział jak muzyka, śpiewanie, sprzyja nauce, zwłaszcza języka obcego.

            Poza ty, jak pamięta moja żona Lodka, która w tym czasie pracowała w ministerialnym Instytucie Programów Szkolnych, właśnie wtedy pan wizytator Wyremba  był przez ówczesnego wiceministra Jezierskiego oddelegowany do współpracy z Instytutem w zespole muzyki i plastyki, do którego należała ona właśnie oraz Ewa Hoffman-Lipska (muzyka) i plastyczka p. Romanowska. Pan wizytator był w tym zespole bardzo krótko ale okazał się wielce życzliwy i pomocny.

            Ale w kwestiach kodalyowskich i na owym zakopiańskim seminarium znacznie ważniejsze było jednak coś innego. Pan wizytator pilnie a niejednokrotnie i z widomym podziwem przysłuchiwał się kolejnym zajęciom seminarium: pracy z chórem, na który składali się sami uczestnicy;  ćwiczeniom w czytaniu muzyki z nut nie przy pomocy instrumentu, jak to zwykle u nas ma miejsce, ale poprzez „relatywne myślenie muzyczne”. Czyli, w tym przypadku poprzez przyswajane sobie nazwy solmizacyjne (do, re, mi, fa itp.), oznaczające nie, jak tradycyjnie, nazwy poszczególnych dźwięków ale nazwy dźwięków w ich relacji do skali dźwiękowej, w której dana melodia pieśni jest skomponowana lub ma być wykonana (odczytana). Wreszcie z widoczną przyjemnością słuchał pięknych a często i popularnych ludowych melodii, głównie polskich, na których te ćwiczenia się odbywały, co ewidentnie ułatwiało owo zapamiętywanie wspomnianych wyżej struktur (miejsc w skali).

            Oczywiście, pan wizytator Wyremba przysłuchując się zajęciom w czasie swego krótkiego pobytu na seminarium, wszedł niejako w zagadnienie koncepcji kodalyowskiej, jak „Piłat w Credo”. Ot, w jakiś fragment pracy. Ale wyszedł z tych swoich obserwacji genialnie. Wziął mnie w pewnym momencie „na bok” i powiedział mniej więcej tak: „panie dyrektorze (tak się tytułowaliśmy, panie wizytatorze, panie dyrektorze), czy ja dobrze widzę i słyszę, że do takiej metody nauki muzyki, a nawet zajmowania się nią nie są potrzebne żadne instrumenty? Najwyżej kamerton? Dlaczego nie stosujemy jej szerzej? To by ogromnie potaniło naukę muzyki i pozwoliło na spełnienie stałych żądań nauczycieli by dać im na muzykę więcej godzin”.

            Odpowiedziałem, też mniej więcej, tak: „panie wizytatorze, ma pan absolutną rację. Tylko że trzeba by do takiego systemu pracy przygotować więcej nauczycieli. Ale żeby to z kolei dobrze zrobić i np. wykształcić u nich takie podejście, przygotować odpowiednie materiały (podręczniki, nuty) to trzeba klas czy wręcz szkół ćwiczeń, w których ci nauczyciele doskonalili by swe umiejętności. I co trudniejsze – odzwyczajali się od posiadanych nawyków. Dla uczniów takie metody jak pan widzi, są (jak wiadomo z zagranicznych doświadczeń) łatwiejsze niż tradycyjne. Dla nauczycieli – trudniejsze. Ale oczywiście, moglibyśmy spróbować. Pomoże pan?

            Pan wizytator odpowiedział bez namysłu: „oczywiście , że pomogę. Już nawet wiem jak zacząć. Ale to musimy omówić w Warszawie. Zdzwonimy się po seminarium? Tu mój telefon.

            Rzeczywiście po seminarium zdzwoniliśmy się, jeśli dobrze pamiętam, u pana wizytatora w Departamencie, w Ministerstwie. Miał przede wszystkim przygotowany ważny dokument. Było to właśnie wydane rozporządzenie Ministra Oświaty i Wychowania o tzw. klasach z profilem regionalnym. Mogły mieć charakter eksperymentalny, odpowiedni przydział godzin itp. Jednym z warunków ich prowadzenia był patronat odpowiedniej  jednostki naukowej. „Widzi pan, panie dyrektorze, że od strony formalnej, mamy wszystko, żeby takie klasy, eksperymentalnie, uruchomić!”. „No tak – odpowiedziałem – nic prostszego. Myślę, że uda mi się namówić do prowadzenia pierwszej takiej klasy koleżankę Marię Czarnecką, która skończyła, podobnie jak ja, seminarium kodalyowskie; patronat mamy, myślę, że Instytut Pedagogiki Muzycznej Akademii Muzycznej im. F. Chopina wystarczy, czy tak?”. „Jak najbardziej – odpowiedział pan wizytator”. „Jest tylko jeden szkopuł. Kto i gdzie znajdzie szkołę, która, zwłaszcza dyrekcja, tego się podejmie?” – zapytałem.

            „Panie dyrektorze – nie powiem, w głosie pana wizytatora przebijał triumfalizm – szkołę mamy. Nr 320, na ul Podbipięty 2, przy Wałbrzyskiej, Służew nad Dolinką, nowa szkoła w stadium organizacji, nowa dyrekcja. Nie ukrywam, że dyrektorem jest tam moja żona. Bardzo lubi muzykę. I lubi nowe wyzwania. Już nowa szkoła jest dla niej wyzwaniem, muzyka w takim jaki państwo proponujecie kształcie, w tym wyzwaniu się doskonale zmieści. Biorę to na siebie”. „No, jeżeli tak, to tylko cieszyć się i dziękować. Ale, panie wizytatorze, jest jeszcze drugi szkopuł”. „Panie dyrektorze – pan wizytator wykazał lekkie zniecierpliwienie – czy pan przyszedł wyszukiwać przeszkody czy tworzyć nowy system nauczania muzyki? Od przeszkód to ja tu jestem!”.

            Tu obaj przeszliśmy w dalszej rozmowie na ton żartobliwy, niemniej zgłosiłem rzeczywiście jeszcze jedną poważną kwestię do rozważenia. Ów regionalizm w zarządzeniu Ministra. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że wystarczy w tym przypadku głębsze zainteresowanie szkoły i klasy muzycznej kulturą ludową; że trzeba to uwypuklić w założeniach eksperymentalnego programu takiej klasy czy klas. To rola dla mnie, a ściślej dla naszego Instytutu w Akademii Muzycznej. I chyba tę funkcję eksperymentu trzeba odnieść do Mazowsza? Przecież Warszawa jest sercem, ośrodkiem kultury regionu mazowieckiego. „Tak, oczywiście – pan wizytator nie miał wątpliwości – ale to jest sprawa dalszej perspektywy. Niemniej musi to się znaleźć w uzasadnieniu wniosku o zgodę Władz, w tym wypadku Kuratorium”. A załatwienie wszystkich tych spraw formalnych (i finansowych) to już rola mojej żony, czyli dyrekcji Szkoły.

            Z naszej, tj. instytutu Pedagogiki Muzycznej, strony wszystko zostało dopełnione, ze strony Szkoły Nr 320, tj. pani Dyrektor Zofii Wyrembowej także. Pierwsza klasa kodalyowska ruszyła z r. szkolnym 1984/85, nie zabrakło wkrótce pięknej i oficjalnej inauguracji z zaproszonymi Władzami, ministerialnymi i kuratoryjnymi, z J.M. Rektorem Akademii prof. Dr hab. A. Rakowskim, tłumnym udziałem rodziców i koncertem z tej okazji znakomitego Kwintetu Akordeonowego prof. W.L. Puchnowskiego (by przede wszystkim zrobić przyjemność panu wizytatorowi Wyrembie). Do prowadzącej Klasę Marii Czarneckiej dołączyła Urszula Jankowska (tym razem moja córka, początkująca śpiewaczka i nauczycielka PSM II st. im. J. Elsnera). Obie nauczycielki podzieliły się nie godzinami tylko zadaniami. Na tej też zasadzie w następnym roku otworzono kolejne klasy kodalyowskie (śpiewające) w tejże szkole oraz pobliskiej SP Nr 46. A ta pierwsza klasa wzięła już udział w sierpniu 1985 r. w kolejnym Polsko-Węgierskim Seminarium Kodalyowskim w Cieszynie, jako klasa ćwiczeń.

            Systemem ruszył. Jego kolejnymi ogniwami były katowickie Klasy Kodalyowskie, prowadzone przez Annę Walugę, która nawet na pracy z nimi zrobiła pierwszy w Polsce doktorat o tematyce pedagogiki kodalyowskiej i klasom śpiewającym poświęcony. Kolejne katowickie klasy prowadziła Dominika Lenska. Ruszyła też Klasa Kodalyowska w Bydgoszczy, kierowana przez Mirosławę Grabiszewską we współpracy z prof. Krystyną Stasińską z tamt. WSP. Klasa ta wyszła nawet poza podstawowy cykl kształcenia, obejmując (na usilne życzenie uczniów i rodziców) także gimnazjum.  Tak klasy warszawskie jak i katowickie oraz wspomniana wyżej, bydgoska, brały, przynajmniej po dwa razy udział w kolejnych seminariach kodalyowskich, jak ta pierwsza, ze Szkoły 320, jako klasy ćwiczeń.

            Szczególnie ważnym i jakby potwierdzającym „regionalność” eksperymentu ogniwem systemu stało się przygotowanie we współpracy z warszawskimi klasami śpiewającymi przez etnomuzykologa dr hab. J. Katarzynę Dadak-Kozicką publikacji „Śpiewajże mi jako umiesz”, stanowiącej  specjalną kolekcję folklorystyczną, pieśni ludowych  i charakterystycznych utworów instrumentalnych. Z kolei, w nawiązaniu do tej kolekcji, dwie autorki - nauczycielki muzyki w klasach kodalyowskich i korzystające ze swych  doświadczeń, Maria Czarnecka (Warszawa) i Anna Waluga (Katowice) przygotowały i wydały podręczniki muzyki dla klas I-III „Rozśpiewana szkoła”, wraz z przewodnikiem metodycznym.

            Warto dodać, że z czasem system pedagogiki kodalyowskiej poszerzył się także o próby wprowadzenia jego elementów do nauczania w szkolnictwie muzycznym (M. Frelek-Hruszwicka, Warszawa, M. Lesicka, Wrocław), do Akademii Muzycznej im. K. Szymanowskiego w Katowicach (B. Stencel - wydział wokalny) a także do kwalifikowanej pracy z chórami (np. z Kameralnych Chórem Ekumenicznym pod kier. Pawła Hruszwickiego przy warszawskim Kościele Ewangelicko-Reforowanym). Ale tu już, jak i w wielu innych przypadkach zastosowań pedagogiki kodalyowskiej odchodzimy od głównego celu tego wspomnienia, jakim jest upamiętnienie Osoby i zasług Pana Wizytatora Stanisława Wyremby. Niestety, nie dane nam było w dalszych etapach pracy nad rozwojem idei kodalyowskich w Polsce i ich zastosowań współpracować. Ale życzliwość dla naszych prac, zwłaszcza atmosfera i warunki w okresie „pionierskim”, w jakim przyszło nam działać w Szkole  320, kierowanej przez żonę Pana Wizytatora, panią Dyrektor Zofię Wyrembową wskazywały, że i w tak nieformalny sposób naszym początkom patronował. A – jak wiadomo -  początki zawsze są najtrudniejsze a zasługi w tym względzie nie do zapomnienia.

Warszawa, 29 grudnia 2021 r.

 

Akademia Przedszkolaka

ap

K

ażde dziecko warte jest najlepszej muzyki i najlepszych pedagogów. 

 
 
 

 

Projekt edukacji muzycznej dla dzieci w wieku 2 do 6 lat. Akademia Muzyczna w Katowicach.

Zapraszamy na zajęcia!

   

 

Strona 1 z 4

Stowarzyszenie im. Zoltána Kodálya w Polsce
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
40-025 Katowice
ul. Zacisze 3
KRS: 0000337652

Zaloguj się